• Wpisów:85
  • Średnio co: 12 dni
  • Ostatni wpis:52 dni temu
  • Licznik odwiedzin:5 506 / 1068 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Jego mina gdy powiedziałam o szczurze była po prostu przepiękna, chyba nie przepada za gryzoniami. Ale już nie próbował się do mnie przytulać. Chociaż muszę przyznać, trochę mi tego brakuje, bo co by nie mówić, miał racje twierdząc, że nie widzi mnie utrzymującą czystość do ślubu, bo mam zbyt ognisty temperament. Tak bardzo żałuję, że to właśnie temperamentem, a nie rozumem kierowałam się w sypialni Nataniela. Nie mówiliśmy już więcej o moich planach odnośnie zwierząt, za to poszliśmy po akcesoria dla Demona. Znalazłam dla niego świetną smycz z obrożą, a kiedy dla żartu zapięłam obrożę na szyi Kastiela, pochylił się nade mną, dotknął mojego policzka całą dłonią, a kciukiem musnął dolną wargę i szepnął, że jeśli lubię takie zabawy to on się dostosuje. Zamarłam. Powinnam zażartować, jakoś odbić piłeczkę, ale nie byłam w stanie. Stałam tam, patrzyłam się wprost w jego szare oczy, aby po chwili spuścić wzrok na usta. Miał takie blade, po męsku zarysowane wargi, które nie wiedzieć czemu wyobraziłam sobie przesuwające się po mojej szyi. Przełknęłam ślinę i na siłę zrobiłam krok do tyłu, odsuwając się od jego ręki, chociaż najchętniej wtuliłabym się w jego ramiona. Zawstydzona opuściłam głowę i skierowałam się jak najszybciej do kasy, by zapłacić za prezent dla Demona, nie czekając na jego reakcję. Dogonił mnie, gdy już wyszłam na zewnątrz.
- Embry? - spytał, podchodząc do mnie i łapiąc mnie za dłoń. No po prostu nie do pomyślenia. Nie ogarniam jego zachowania, coraz częściej zachowuje się tak zupełnie inaczej niż wcześniej. I coraz bardziej mi się to podoba.
- Tak? - spytałam, nie patrząc w jego stronę.
- O co ci chodzi? - pociągnął mnie, sprawiając że znów staliśmy naprzeciw siebie. I co miałam mu powiedzieć? Jak zareagować? Zrobiłam więc coś, czego robić nie powinnam. Zbliżyłam się do niego i objęłam go w pasie, przytulając się do jego klatki piersiowej. Westchnęłam i szepnęłam cicho, że bardzo chciałabym móc cofnąć czas. Kastiel nie powiedział ani słowa, za to objął mnie mocno i pocałował w czoło, a potem już tylko mnie przytulał, opierając swoją brodę o moją głowę. Mało brakowało, a zaczęłabym się rozklejać. Ale wtedy...
- Zapomnimy o tym - powiedział nagle Kas, a ja poderwałam głowę, by na niego spojrzeć.
- Co? - zmarszczyłam brwi totalnie zdezorientowana.
- O tym co było między tobą a Natanielem.
Cofnęłam się o krok, patrząc na niego bez zrozumienia.
- Nie będziemy o tym mówić. Nie chcę, żebyś się tym gryzła. Zmieniasz się w jakieś nieszczęśliwe zombie, odmawiające sobie przyjemności. A nie taką cię chcę.
- Nie taką mnie chcesz...? - w głowie miałam totalną pustkę.
- Chcę żeby wróciła moja zadziorna, pewna siebie Embry. Odważna, nieustraszona i nie bojąca się flirtować.
Nie pomyślałabym nigdy, że to były te słowa, których potrzebowałam. Które chciałam usłyszeć. I wtedy nadeszły łzy, których nie chciałam!
- No chyba nie będziesz beczeć? - Kastiel spojrzał na mnie wyciągając chusteczkę. - Weź, kurde, nie rób wstydu. Pokiwałam głową, śmiejąc się przez łzy. Tylko on potrafił być romantyczny i złośliwy w ciągu jednej minuty. Otarłam łzy i przytuliłam się do niego z całych sił.
- Ugh... chyba jednak masz trochę siły, dziewczynko - mruknął. - Już w porządku? - spytał, a gdy pokiwałam głową, dodał, żebyśmy poszli do Demona, który powinien ucieszyć się z prezentu.
Zrobiło mi się tak lekko na sercu! Po prostu tyle... przejść nad tym do porządku dziennego.
Spacer z Demonem przeciągnął się do wieczora, ale nie mogło być pięknie. Oczywiście, że nie. Wpadliśmy na Kentina. Czy ja w końcu przestanę żyć na przypale? Kentin miał ślicznego szczeniaczka. Po prostu aż mi się sama twarz cieszyła, dopóki nie usłyszałam z ust Kentina pytania, co robię z Kastielem. Odpowiedziałam, że wyszliśmy na wspólny spacer. Kentin spojrzał na Kastiela i powiedział mu, żeby nie wpychał się tam, gdzie nie jest mile widziany. A Kastiel podszedł do mnie, objął mnie od tyłu i po prostu pocałował mnie w szyję. Kentin zbliżył się i wyciągnął rękę w moją stronę, a wtedy Kas mocniej docisnął mnie do siebie. Aż za dobrze poczułam go na swoich plecach i pośladkach.
- Czy możecie nie traktować mnie jak towar przetargowy? Co ja jestem, trofeum? - prychnęłam, próbując się odsunąć. "Nie" powiedział Kas w tym samym momencie co Kentin swoje "tak".
- No chyba sobie jaja robisz! - powiedziałam, przestając się wyrywać, co sprawiło, że nieprzygotowany na to Kas dość mocno mnie popchnął, co z kolei mnie wytrąciło z równowagi, sprawiając że wpadłam na Kentina, który się zachwiał i byłby upadł, gdyby nie to, że się mnie złapał. Byłam ściśnięta między dwoma przystojnymi chłopakami. I nie mam pojęcia jak by to się nie skończyło, gdyby nie nagły jazgot, warczenie Demona i szczekanie Cookiego. Pojawiła się dyrektorka z Kikim.
- Ja zwariuję - warknęłam rozeźlona. Co za głupi dzień! - Nie ogarniam. Pasuję - mruknęłam i nie czekając na ich reakcję po prostu wróciłam do domu. Miałam za dużo do przemyślenia.
Kastiel... czy to świadczy o tym, że teraz będziemy razem? Jego dłonie na moim ciele, jego ciepło, jego zapach... jego usta. Dobry losie, ale wsiąkłam.
 

 
- Mhm. Na urodziny. Rodzice nie chcieli się zgodzić na psa ani na kota, ale za to nie mają nic przeciwko szczurom. Miło, co? - spytałam, odsuwając się od niego i stając od innej strony. - Zobacz, ten wygląda na przyjacielsko nastawionego - powiedziałam, wyciągając rękę w stronę szarego gryzonia, który podszedł najbliżej i zaczął węszyć.
 

 
Nie bardzo wiedziałam czy się zgodzić, bałam się, że na kolejnym wspólnym wyjściu znów uraczy mnie jakaś bombą, która zwali mnie z nóg, ale skoro mialo to być wyjście niejako na zgodę to powiedziałam, że pójdę. I faktycznie, postarał się chłopak. Ani razu nie wspomniał słowem o Natanielu... chcociaż nie, raz! Powiedział, że Nataniel ma białego kota. Skąd on wie takie rzeczy? No ale do rzeczy... gdy byliśmy w sklepie, a ja stałam pochylona nad gablotką ze szczurami, stanął za mną, objął mnie w pasie i oparł brodę o moje ramię, a ja całkiem zdrętwiałam w środku. Jego bliskość działa na mnie wręcz nie do opisania. Nie potrafiłam się powstrzymać i westchnęłam z błogością, trochę mocniej się o niego opierając. Kastiel zaczął przesuwać nosem po boku mojej szyi, a ja złapałam go za ręce, które trzymał na moim brzuchu.
- Czy mogę wiedzieć, co robisz? - szepnęłam, czując że zaczynam się nakręcać.
- Nic - Kastiel odpowiedział mi również szeptem, delikatnie przy tym dotykając ustami mój policzek.
- Jeśli to jest nic to... - urwałam. Nie chciałam zaczynać tematu związanego z pieszczotami i fizyczną bliskością. - Może kupię szczura? - powiedziałam zamiast tego co chciałam.
- Szczura? -Kastiel był tak zaskoczony tym pomysłem, że aż się wyprostował, chociaż rąk nie zabrał.
 

 
W ogóle jeszcze była wtopa z pracą domową u Farazowskiego. Nie dość, że nie pojmuję, jak mogłam jej nie zrobić w pierwszym terminie, to jeszcze jak przysiadłam i byłam z niej dumna, bo skorzystałam z pomocy taty, to Amber mi ją zniszczyła. Naprawdę poczułam tak silną niechęć, że myślałam, że jej przyłożę. Na pociechę dodam, że zagadał do mnie Kastiel. Nie wiem skąd mu się wzięła zgodność tematu z Natem, ale powiedział, że w ramach spotkania zakopującego topór po naszej ostatniej rozmowie, proponuje mi spacer i wizytę w sklepie zoologicznym.
 

 
Dobra. Nataniel wyprowadza się z domu, a jego ojca zaaresztowali. Do diaska. Czemu za każdym razem jak maczam w czymś palce to kończy się rewolucją? Chciałam sprawdzić co u Nata - wylądowałam z nim w łóżku. Chciałam mu pomóc - doprowadziłam do aresztowania jego ojca. Świetnie. Potrzebuję spokoju. Muszę się jakoś pozbierać.

Kasatiel mnie zbył, gdy powiedziałam mu, że wiem o przeprowadzce Nataniela, że to był ten jego świetny plan. Uważa, że problem się rozwiązał i nie ma potrzeby do niego wracać.

W ogóle Nataniel zaczął się zachowywać zupełnie inaczej. Po pierwsze zmienił styl ubierania, a po drugie jego teksty nieco przypominają te, którymi posługuje się Kastiel. No i zaproponował mi wspólne wyjście do sklepu zoologicznego. No chyba se jaja robi. Najwyraźniej nie wie o tym, że Kastiel poinformował mnie o tym co o mnie mówi. Czyżby teraz sądził, że to się powtórzy? A w życiu! Odmówiłam. Poza tym, przecież obiecałam sobie, że będę trzymała się od niego z daleka. Nie chcę zostawać z nim już więcej w sytuacji sam na sam.
 

 
- Nie będziesz mi życia układał - warknęłam i chciałam się mu wyrwać, ale on przygarnął mnie do siebie.
- Głupia... - zaczął i ścisnął mnie mocniej, opierając brodę na mojej głowie. - Przepraszam. Nie zdawałem sobie sprawy z tego, że to tak przeżywasz.
Miałam wrażenie, że śnię. Przepraszający Kastiel to ostatnie, czego się spodziewałam.
Po tym jak mnie przeprosił, rozmowa przestała się kleić. Ja ciągle przeżywałam to, że Nataniel nie dość, że opowiada o naszym współżyciu (ble, jak to okropnie brzmi) to jeszcze robi to w tak wulgarny sposób. Normalnie jak nie on. Kiedy już byliśmy w parku, niedaleko mojego domu, zadałam pytanie, które wciąż chodziło mi po głowie.
- W jakich okolicznościach Nataniel o tym opowiedział? - byłam zdenerwowana i było to po mnie widać.
Kastiel natomiast wyglądał na speszonego. I nie odpowiedział, oczywiście. Pożegnaliśmy się z dziwnej, ciężkiej atmosferze.
Nie mam pojęcia na czym stoję.
 

 
Mętlik w głowie sprawił, że cofnęłam się o krok i oparłam dłonie na biodrach. Ojciec często powtarzał, że najlepszą obroną jest atak.
- Czy ty właśnie spytałeś mnie, czemu się z tobą nie przespałam? A niby czemu bym miała? Z tego co wiem parą nie jesteśmy.
- Z Natanielem też nie chodzisz - Kastiel przypatrywał mi się uważnie, a jego odpowiedź wytrąciła mnie z równowagi, bo miał rację.
- Jaki ty właściwie masz problem? - zniecierpliwiona zaczęłam podnosić głos - Zdarzyło się coś, co się nie powinno zdarzyć. Cholernie tego żałuję, czasu nie cofnę, dziewictwa nie odzyskam, ale pewnie, jasne, drąż ten temat, posyp ranę solą, bo co!? Bo czujesz się urażony!? O co? O co ci chodzi? Żebym poczuła się jeszcze gorzej!? Jak ostatnia szmata? To chciałeś osiągnąć? Zadowolony jesteś? - ostatnie zdania już mówiłam przez łzy, bo świadomość tego co zrobiłam zaczęłam mnie przytłaczać. Znów. I złościło mnie to, że nie mogę cofnąć czasu. Mleko już się rozlało. Odwróciłam się i zaczęłam iść szybkim krokiem przed siebie.
- Embry! - usłyszałam za sobą, ale nie miałam zamiaru się zatrzymywać. To Kastiel podbiegł do mnie, złapał mnie za ramię, zatrzymując, by następnie odwrócić mnie przodem do siebie. Byłam na siebie tak zła, że nie myśląc, podniosłam na niego rękę, chcąc go spoliczkować, ale zdążył mnie złapać za nadgarstek.
- Przestań się drzeć - powiedział spokojnie, co jeszcze bardziej mnie wpieniło. Najpierw jest spokojny, potem na mnie warczy z pretensjami, a teraz co?
 

 
Kastiel milczał, a ja zamknęłam oczy, marząc o tym, żeby to wszystko okazało się snem.
- Czyli nie zaprzeczasz? - Kastiel podjął temat, który ja najchętniej zepchnęłabym jak najdalej w swojej świadomości.
Milczałam.
- Z tego co pamiętałem, mówiłaś coś o ślubie, nie? I swoim dziewictwie.
Milczałam.
- Nataniel kłamał, prawda? - Kastiel nadal miał spokojny głos, ale zaczęły w nim dźwięczeć niepokojące nuty, więc przełknęłam ślinę, podniosłam się z kucek i patrząc na buty, pokręciłam głową. Kastiel wierzył, że to wszystko to bzdury wyssane z palca, a ja powinnam to podłapać i ciągnąć tę wersję, udając, że nic się nie wydarzyło między mną a Natanielem. Ale cały czas żyłabym w strachu, że kiedyś się wyda, albo co gorsze ktoś mógłby mnie tym szantażować, albo jakimś cudem samo by wypłynęło w najmniej sprzyjającym momencie. Dlatego mimo że nie chciałam, spojrzałam na Kastiela i pokręciłam głową.
- Nie kłamał. To prawda. Tylko... tylko, że ja mu nie dałam dupy. Przynajmniej nie tak to wyglądało z mojej strony... - urwałam. Nie byłam pewna czy chcę się tłumaczyć. Nie wiedziałam, czy w ogóle jest po co.
- Zakochałaś się w nim? - syknął szybko, patrząc na mnie ostro, a ja zaczęłam podejrzewać, że dzieje się tu coś, czego nie jestem w stanie w pełni zrozumieć.
- Nie - odpowiedziałam zgodnie z prawdą, nie bardzo wiedząc do czego zmierza nasza rozmowa.
- Więc dlaczego zrobiłaś to z nim, a nie ze mną? - warknął, a po jego poprzednim opanowaniu nie zostało ani śladu.
Kastiel był zazdrosny! Ale to by znaczyło... że coś do mnie czuje? Aaaaaach, to takie zagmatwane!
 

 
Nataniela kolejny dzień nie ma w szkole. Boję się, że jego ojciec zrobi krzywdę najpierw jemu, potem mnie. Niech to wszystko już się skończy. Mam wrażenie, że zamiast pomóc, wszystko zniszczyłam.

Wrócił Nataniel. Starałam się zejść mu z oczu, ale niestety... znów usłyszałam od niego mnóśtwo ostrych, nieprzyjemnych słów. A następnego dnia gdy przyszedł do szkoły miał podbite oko. A co, jeśli przeze mnie ojciec Nata stał się jeszcze bardziej agresywny?
Jestem w szoku, jak bardzo Kastiel był pomocny. Ostatnio znów do mnie przyszedł. Powiedział, że nie wyglądam najlepiej. Mistrz komplementów, kurde. Zabrał mnie na spacer, na naprawdę długi spacer. Na początku nie rozmawialiśmy za dużo. Ale sama jego obecność była dla mnie kojąca. Do czasu... Nie pomyślałabym, że pod maską twardziela i oportunisty kryje się odpowiedzialny i stanowczy facet. Powiedział mi, że rozmawiał z Natanielem i zaproponował mu rozwiązanie problemu. I że jak on na to przystanie, to będzie miał zapewniony święty spokój. Ale nie chciał mi zdradzić, na czym ten plan miałby polegać. Byłam wyciszona i trochę smęciłam, więc nawet nie naciskałam za mocno.
W pewnym momencie naszego spaceru Kas zapytał mnie, czy to, jak bardzo przejmuję się losem Nataniela świadczy o tym, co czuję do gospodarza naszej klasy. Wcięło mnie i nie wiedziałam co powiedzieć. Przez dłuższą chwilę ważyłam słowa w głowie i powiedziałam, że prawdopodobnie przejęłabym się losem każdego ucznia, gdybym wiedziała, że jest bity, ale że mocno żałuję tego, co zrobiłam, bo czuję, że tylko pogorszyłam sytuację. A wtedy Kastiel zapytał, czy żałuję wszystkiego. Spojrzałam na niego szybko, a serce zaczęło mi tak mocno bić, że normalnie czułam jego uderzenia gdzieś pod szczęką i na nadgarstkach.
- Czyli wiesz? - spytałam, czując że dłonie mam całe mokre od potu, a w dołku coś mi się zacisnęło.
- Nataniel nie omieszkał się pochwalić, że cię przeleciał - Kastiel nie zmienił ani barwy głosu, ani tempa kroku. Ja natomiast stanęłam jak wryta.
- J-jak powiedział? - spytałam szeptem, bo miałam tak ściśnięte gardło, że nie potrafiłam odezwać się normalnym głosem.
Kastiel odwrócił się w momencie, gdy nie mogąc ustać na nogach, kucnęłam, by ochłonąć. Zawrócił, stanął obok mnie i powtórzył.
- Powiedział, że cię przeleciał. Że mu dałaś dupy i że to jedyny plus jaki wynikł z tej całej sytuacji - jego głos był zimny, pozbawiony emocji.
- Nie wierzę - wydusiłam, ledwo poruszając wargami. Tak to potraktował? Jak zaliczenie panienki? I opowiada o tym wszystkim!?
 

 
Rodzice Nataniela zostali wezwani do szkoły. O ja pierdzielę. Nataniel mnie dopadł i zjebał jak burą sukę. To wszystko było błędem! Chcę, żeby się już to wszystko skończyło i przysięgam, że będę się trzymała się z dala on Nata. Nie chcę mu się pokazywać na oczy. Poszłam do piwnicy i zalałam się łzami. I przyszedł Kastiel. Czemu on zawsze pojawia się, gdy potrzebuję męskiego ramienia? Nie mówił za dużo. Doprowadził mnie do pionu i znów mocno objął. I zdjął mi łzę z policzka, patrząc mi prosto w oczy. Czuję się jak szmata.
 

 
Najgorzej, że wszyscy, dosłownie WSZYSCY mnie pytali o mój wspólny przyjazd do szkoły z Natem i Amber. Dziewczyny dało się jakoś spławić, ale z chłopakami było ciut gorzej. Pękłam przy rozmowie z Kastielem. Jemu się po prostu nie da wcisnąć kitu. Jak patrzy tymi swoimi szarymi oczami, z tym kpiącym uśmieszkiem to człowiek po prostu nie wie co ze sobą zrobić. Powiedziałam mu więc, czego byłam świadkiem i to o czym rozmawiałam z Natanielem. A ten się zaczął śmiać! Spoliczkowałam go. Po prostu. Zanim się zdążyłam zastanowić, strzeliłam go aż kląsnęło. Jestem w stanie zrozumieć, że nie przepadają za sobą, no ale trzeba nie mieć serca, żeby śmiać się z czegoś takiego. Boję się co będzie, gdy dowie się jak skończyła się moja "rozmowa" z Natanielem. Jak mogłam dopuścić do takiej sytuacji? Przecież ja mu sama do łóżka weszłam. Chociaż Kastiel to jeszcze nic. On sam nmie wydaje się przywiązywać większej uwagi do seksu, ale nie chcę wiedzieć jak zareaguje Kentin. Niby nic sobie nie obiecywaliśmy, ale... ech. Ale wlazłam w bagno. No i najgorsze w tej całej historii jest to, że straciłam dziewictwo przed ślubem, z chłopakiem do którego nie czuję nic więcej poza sympatią. Ale porażka.
Zadzwoniłam pod 112, a Kastiel stał na czatach. Później odprowadził mnie do domu. Byłam naprawdę struta i pogrążona w czarnych myślach, a gdy zatrzymaliśmy się pod moim domem, objął mnie, tak bardzo, bardzo mocno, bez żadnych podtekstów i wędrujących rąk. Tak bardzo tego potrzebowałam! Wtuliłam się w niego mocno, najmocniej jak mogłam, zaciskając dłonie na jego kurtce. On chyba myślał, że przeżywałam sytuację z Natem, co było prawdą, ale doszło do tego poczucie winy w związku z tym co zrobiłam. Po kilku chwilach, odsunął mnie na odległość ramienia, cmoknął w czoło i kazał się trzymać. I nazwał mnie "dziewczynką".
 

 
Nie wierzę, nie wierzę... Przespałam się z Natanielem. Co ja najlepszego zrobiłam...? O matko. Ale... to jak do Nataniela odnosili się jego rodzice. Jak do służby. Gorzej nawet. Ten ton pogardy w ustach jego ojca, a jeszcze to, jak Nataniel wyglądał gdy jego ojciec wspomniał, że musi z nim "porozmawiać". On tak mówi na bicie. A Amber w ogóle nie zdaje sobie sprawy z tego co się dzieje pod dachem jej własnego domu. Tak bardzo, bardzo mi go żal. Tak mi żal, że aż się z nim przespałam. No kurwa. Seks z litości. CO JA ZROBIŁAM??
 

 
Po rozmowie z Natanielem, on kazał mi wyjść i położył się do łóżka. Nie wyszłąm, tylko wsunęłam się za niego i objęłam go od tyłu. Coś mnie podkusiło i przysunęłam się bliżej, aby pocałować go w bark. Nie wiem co mną kierowało, bo jednocześnie pogłaskałam go po ramieniu i cmoknęłam raz jeszcze, tym razem w kark. Chyba było to miejsce wybitnie wrażliwe, bo usłyszałam ciche westchnienie. Zachęcona brakiem sprzeciwu oraz tym delikatnym westchnięciem całowałam go dalej, leciutko, leciutko, przesuwając rękę na jego klatkę piersiową i brzuch, głaszcząc go po tych miejscach. Wszystko to robiłam niespiesznie, bardzo delikatnie, a po kilku chwilach tych pieszczot Nataniel się odwrócił do mnie przodem i spojrzał głęboko w oczy. Wiedział, że wiem, że jest bity i bardzo, bardzo powoli się do mnie przysunął, wsuwając swoje kolano między moje nogi, tak żeby być jeszcze bliżej. Trzymałam ręce na jego klatce piersiowej, oddychając płytko. Klimat był bardzo intymny, było ciemno, byłam gościem w jego domu, na tym samym piętrze spała jego siostra... Patrzyliśmy sobie w oczy i właśnie wtedy mnie pocałował.
Bardzo delikatnie, tylko tyle co usta by przyłożył. Westchnęłam, starając się zrobić to bardzo cichutko, zacisnęłam dłonie i też poruszyłam wargami. Nataniel się odsunął, niedużo, tyle tylko by na mnie spojrzeć. Chyba wyczytał zgodę w moich oczach bo mocniej złapał mnie za biodra, całując raz jeszcze, tyle że mocniej i bardziej zdecydowanie. To było obłędne! Poruszyłam się dopasowując kroczem do jego uda leżącej pomiędzy moimi i przeniosłam ręce na jego łopatki,obejmując go i wciskając w skórę paznokcie.
Nat odsunął się kolejny raz, cały czas bez słowa, po czym popchnął mnie tak, bym leżała na plecach. Wsunął się na mnie, udem napierając na krocze, a ustami zaczął wyczyniać cuda na mojej szyi. Chciało mi się krzyczeć z przyjemności, ale jedyna na co sobie pozwalałam to dyskretne westchnienia. Nie umiałam się powstrzymać, naciągnęłam go bardziej na siebie, założyłam jedną nogę na jego od tyłu i poruszyłam się niecierpliwie. Ciągle mnie całując, wsunął ręce pod moją koszulkę, a ja głaskałam go po plecach. Czując jego ciepłe dłonie na swoim brzuchu i piersiach robiłam się coraz bardziej wilgotna i rozpalona. Nie mam pojęcia ile to wszystko trwało, na pewno długo, zanim w końcu Nat zsunął z siebie bokserki i ... Zabolało, dopiero teraz zdałam sobie sprawę, co tak naprawdę robię. A przecież nawet nie byliśmy sobie mocno bliscy. Lubiłam go i czułam się strasznie, wiedząc co przeżywa w domu. Ale nigdy bym nie pomyślała, że to właśnie z nim stracę swoje dziewictwo.
Dłuższą chwilę zajęło mi przyzwyczajenie się do uczucia rozpierania, dopiero potem zaczęłam odczuwać coś poza bólem, ale nie było to nic rewelacyjnego. O wiele bardziej podobały mi się nasze pieszczoty. Gdy skończył (gdy poczułam to w sobie zadrżałam, to było niesamowite i bardzo mi się spodobało)mocno objęłam za szyję, nie pozwalając by się wysunął, chciałam go jeszcze czuć. Kiedy w końcu się ze mnie zsunął, położył się na boku i przytulił mnie. Potrzebowałam tego po tym wszystkim.
Leżeliśmy tak jeszcze moment, całując się od czasu do czasu, jednak musiałam już wrócić do pokoju Amber.
Przy śniadaniu nie działo się nic niezwykłego, trochę bolało mnie między nogami, a w oczach Nata widziałam spokój i odprężenie. Odetchnęłam z ulgą - nie chciałam by stresował się tym co między nami zaszło. Gdy przyjechaliśmy razem do szkoły każde z nas rozeszło się w swoją stronę, a ja zauważyłam podejrzliwe spojrzenia Kastiela i jakby zranione Kentina.
 

 
No dobra. Wcale mi nie lepiej. Czuję się okropnie. Byłam u Amber i Nataniela w domu. Jego rodzice to napuszeni bufoni! Matka jest sztywna, a ojciec przerażający. A jego traktują jak służbę. Nie umiem nawet opisać tego, czego byłam świadkiem. Wieczorem, po kolacji, kiedy Amber już spała, poszłam do niego do pokoju. Przez chwilę było trochę niezręcznie, bo on był już w samych bokserkach. Kiedy już ogarnęłam się na tyle, by nie gapić mu się totalnie wszędzie, zaczęłam z nim rozmawiać. I wszystko mi wyznał. Jak to się zaczęło. Jak ojciec karze go za wszystkie błędy, jakby jednocześnie widział w nim osobę, która zabrała mu kierownicze stanowisko, a jednocześnie siebie i chce by Nataniel był we wszystkim najlepszy, by nigdy nie musiał przeżywać tego co on. Taka presja... Nie mam pojęcia, jak silnym trzeba być, by znieść to wszystko, co znieść musiał Nataniel.
 

 
No się zdziwiłam, jak się w życiu nie zdziwiłam! Amber powiedziała, że wyjaśni mi co się dzieje z Natem, jak przestanę się zadawać z Kastielem. Ożesz Ty w dupę kopana....! Pogrzało ją. Styki jej się poprzegrzewały pod tymi blond kłakami. Oczywiście nie dałam po sobie poznać, jak ubawiła mnie jej propozycja i z trudem się powstrzymałam by jej nie powiedzieć, gdzie mnie może w dupę pocałować. Potem przytargałam jej zestaw do makijażu, ale wzgardziła tym prezentem. W końcu zaproponowała, że będę na jej usługach przez tydzień, a w zamian za to ona zaprosi mnie do siebie do domu. No niech tam. Mamy deal. Chociaż nie jestem do końca przekonana, czy dobrze robię, że się w to mieszam. Ale... Co, jeśli naprawdę nad Natanielem znęcają się w domu? Boję się i jednocześnie chcę to wyjaśnić.
 

 
I faktycznie. Poszłam porozmawiać z Natanielem. Tiaa... dużo mi powiedział. Żebym się nie mieszała w nieswoje sprawy. I że wszystko jest w jak najlepszym porządku. To powiedziałam, że rozumiem, że nie chce o tym rozmawiać. Przyznał mi rację, ale dodał, że chociaż tym razem dostał słusznie, bo po tej całej sytuacji z Kastielem ojciec miał prawo się unieść. "Dostał słusznie", "ojciec miał prawo się unieść"? Mam nadzieję, że to nie znaczyło to, o czym pomyślałam, że ojciec go zbił, a ten go jeszcze usprawiedliwia... Chciałam położyć mu dłoń na ramieniu i powiedzieć, że jakby coś, to ja zawsze chętnie go wysłucham, ale ledwo wysunęłam dłoń do przodu, Nat szarpnął się do tyłu tak gwałtownie, że bałam się, że się przewróci. Odszedł bez słowa, ale szedł tak, jakby go coś bolało. Musiałam to jakoś wyjaśnić, dlatego poszłam pogadać z Amber. Przecież to jego siostra! Musiała coś wiedzieć.
 

 
Wieczór po powrocie ze szkoły był tak samo miły ja cały dzień. Rodzice byli dumni z mojego wystąpienia, podobał się im kostium, a i sądzę, że wygrana gra również pozytywnie ich nastroiła. Spędziliśmy ten dzień razem, jak już dawno. Poszliśmy na kolację do restauracji, zapomniałam już jak bardzo tata jest szarmancki wobec kobiet. I w ogóle jacy oni są świetnie dopasowani. Tam, gdzie tata się spina, mama rozładowuje atmosferę, a gdy niefrasobliwość mamy dochodzi do głosu, tata wszystko wygładza, planuje. Uzupełniają się wzajemnie. Ciekawa jestem czy kiedykolwiek uda mi się osiągnąć taką harmonię z którymś z chłopaków. Może z Kentinem? On zna mnie od wieków! Wie co lubię, czego unikam, jak się zachowuję w sytuacjach stresowych. A Kastiel? Och, on to potrafi mnie doprowadzić do szewskiej pasji. Z nim się nie nudzę. A ewentualnie Nataniel? Och.. z nim coś się dzieje. Koniecznie muszę z nim porozmawiać po weekendzie. Szkoda, że dziś piątek, przede mną całe dwa dni niepewności.
 

 
Po przedstawieniu był czas na zabawę z rodzicami. Poszło nam całkiem sprawnie, jesteśmy z rodzicami zgraną drużyną. Może to przez to, że jestem jedynaczką? Dużo czasu spędzaliśmy razem gdy byłam młodsza. Niedzielne spacery, wyjazdy weekendowe, wspólne układanie puzzli, gotowanie. Piątkowe wieczory filmowe. Rodzice zawsze wiedzieli co mi w duszy gra, a i ja miałam pewność, że w razie problemów zawsze mogę się do nich zwrócić. Tyle, że odkąd poszłam do liceum trochę się zmieniło. Nie chcę by wszyscy wiedzieli, co się dzieje w moim sercu. Co robię. Jak zaczynałam i co robiłam z Kastielem, Natanielem, Lysandrem... Trochę mi za to wstyd. Chyba się zachłysnęłam tą nowością, tym że w nowym miejscu byłam anonimowa. Dlatego tym milej było znów spędzić czas z rodzicami. Niestety, nie mogę powiedzieć, by to samo mógł powiedzieć Nataniel. Za każdym razem gdy widziałam go z rodzicami wyglądał jak nie on. Skulone plecy, wzrok wbity w podłogę, prawie wcale się nie odzywał. Jednak nie było za bardzo okazji by porozmawiać z nim sam na sam.

W ogóle co się działo, jak już doszło do rozstrzygnięcia kto wygrał grę. Nataniel i Kastiel zaczęli się kłócić. Nie mam pojęcia o co poszło, ale gdy Kastiel zaczął przywoływać w rozmowie ojca Nataniela i mówić, że Nataniel zachowuje się przy nim jak wystraszony królik, Nat się mocno wpienił i kazał mu się zamknąć. Kas powiedział, że Nataniel jakoś się nie zamknął u dyrektorki, przez co jego rodzice pojawili się na Dniach Otwartych. To Nataniel wystartował do niego z łapami! On! Do Kastiela! OMG! Co to się dzieje, świat się kończy! Ale to nie wszystko... W tym właśnie momencie pojawił się ojciec Nataniela. U kuuuurwa. Nataniel zbladł a potem pozieleniał. Głowę bym dała, że przez chwilę drżał, jakby ze strachu, szczególnie w momencie gdy został złapany przez ojca za ramię i pociągnięty. Nie wierzyłam w to co widziałam. Przeraziło mnie to bardziej niż mogłabym się tego spodziewać. Chciałam podejść do Kastiela i mu wygarnąć, ale... nie będę mu mówić jak ma żyć. A co się stało to się nie odstanie. Padły pewne słowa i coś mam wrażenie, że Nat odczuje konsekwencje swojego nietypowego zachowania w domu, według tego co zapowiedział mu ojciec.
 

 
Przed przedstawieniem poznałam rodziców chyba wszystkich uczniów z klasy. Bardzo polubiłam rodziców Kastiela i mamę Iris. Violetta jest bardzo podobna do swojego ojca. Byłam świadkiem rozmowy rodziców Nataniela z rodzicami Kastiela. Jaka różnica przy postrzeganiu wychowywania dzieci!

Samo przedstawienie... o mamo. Nie wierzę. Najpierw zniknęło ciasto, okazało się, że złapał je Kiki. Potem Armin zmienił tekst i trzeba było improwizować. Było jakieś zamieszanie za kulisami z Natanielem, a kiedy Kas podszedł do mnie by rzekomo mnie zjeść, na scenę wyskoczył Kentin. Dobry losie, jak mogłam myśleć, że Czerwony Kapturek będzie bezpieczną opcją? Pierdzielę taki biznes. Kiedy wszyscy zeszliśmy ze sceny byłam spocona jak mysz. Na szczęście nasi rodzice odebrali te wszystkie niedoróbki i improwizacje jako zaplanowane działania. I bardzo dobrze! Mniej tłumaczenia się z nieścisłości.
 

 
Okazało się, że będę Czerwonym Kapturkiem. Główna rola. O ja cię. Myśliwym ma być Kentin, a Kastiel wilkiem. Na szczęście próby przebiegły bez większych problemów. Tyle, że Rozalia przekroczyła budżet i z własnej kieszeni musiałam wybulić za strój.
Kiedy nadszedł dzień przedstawienia, a ja była już przebrana, w szatni złapał mnie Kastiel. Powiedział, że wyjątkowo pasuje mi rola bycia przez niego zjedzoną. Spytałam, czy aby na pewno czytał scenariusz, a on wtedy przyparł mnie do ściany, odsunął mój kaptur i najpierw chuchnął na moją szyję, sprawiając tym, że od razu przymknęłam oczy i zacisnęłam usta, żeby nie jęknąć, a gdy zaczął ją całować, chwyciłam go za ramiona i odchyliłam głowę. Kastiel bez słowa kontynuował całowanie. Kiedy zaczął przygryzać moją skórę tuż za uchem, jęknęłam cicho, nie wytrzymując, a dłonie wsunęłam w jego włosy i mocniej przycisnęłam go do siebie, opadając na ścianę. Miałam miękkie kolana i czułam coraz mocniejsze podniecenie. To on pierwszy się odsunął. Spojrzał na mnie z drapieżnym uśmieszkiem, ale miał w oczach coś jeszcze. Coś... kurde. Czasem tata patrzy tak na moją mamę. Ale Kastiel i miłość? Nie sądzę...
Ja natomiast wpatrywałam się w niego z szeroko otwartymi oczami i starałam się uspokoić oddech. Co on ze mną robił?
- Chyba ci się to spodobało - rzucił zadowolony z siebie.
- Prawdziwy z ciebie detektyw, nic się przed tobą nie ukryje mistrzu - mruknęłam.
- Jestem coraz bardziej ciekawy jaka jesteś z łóżku - mruknął zupełnie poważnie, uważnie mi się przypatrując. Zamrugałam.
- Jak się ze mną ożenisz to się dowiesz - powiedziałam słabo, bo jakoś myśl, że miałabym wylądować z Kastielem w łóżku nie była mi niemiła.
- Jaja sobie robisz. Założę się o stówę, że nie wytrzymasz do ślubu. Nie z twoim temperamentem - parsknął cicho, co mnie rozjuszyło.
- Idź już - westchnęłam, nie chcąc się kłócić. Nie chciałam wchodzić z nim w dyskusję. Nie byłam pewna, czy bym ją wygrała...
 

 
Wo-ho... Amber to sucz jakich mało. Zamknęła mnie dzisiaj w piwnicy, bym nie mogła wziąć udziału w castingu! Pewnie jej plan by się udał, gdyby nie to, że znalazł mnie Kastiel, który miał klucze do piwnicy. Mruknął coś ironicznego i poszedł ze mną na przesłuchanie. Okazało się, że jest już po. To Kas rzucił panu Borysowi, że nikt nie zbiednieje, jeśli powiem swój tekst. Więc powiedziałam, co miałam powiedzieć i zaczęliśmy się zastanawiać nad wyborem sztuki. Padło na Czerwonego Kapturka. Zanim ogłoszono wyniki poczułam jak ktoś uspokajająco łapie mnie za dłoń i subtelnie przesuwa po jej wierchu kciukiem. Odwróciłam się i spojrzałam na Kentina. Oni robią mi wodę z mózgu...
 

 
Dobra. Z racji tego, że nie umiem dokonać wyboru spławiłam obu... Wolę mieć dobrych kumpli niż na rzecz jednego stracić drugiego. Ciekawe jak długo uda mi się wytrwać w tym postanowieniu.
 

 
Niedziela. Wczorajszy wieczór spędziłam na czytaniu i uczeniu się roli. Chcę wypaść dobrze na przesłuchaniu, mimo że nawet nie wiem jaką sztukę mamy wystawiać. Ale niech tam. Tekst do castingu jest neutralny i w miarę krótki.
Zadzwonił Kastiel, a Kentin wysłał smsa. Obaj chcą się spotkać. Kastiel zaprasza do siebie, a Kentin chce wpaść do mnie. Czemu jest tak, że jak nie ma nikogo, to nie ma nikogo, a jak ktoś się mną zainteresuje to od razu pojawia się konkurencja? I czemu to ja muszę dokonać wyboru? Obu lubię!
 

 
Gdy wracałam z Galerii spotkałam Kastiela. Coś za dużo tych przypadków jak dla mnie. Co prawda był na spacerze z Demonem, ale wcześniej nigdy nie spacerował w mojej okolicy. Albo po prostu nigdy nie zwróciłam na to uwagi. Zagadał do mnie tak po ludzku. Bez docinek. Zapytał mnie o plany na weekend. Powiedziałam, że pewnie będę zapoznawała się z tekstem do castingów. Bo w sumie to bym chciała zagrać jakąś rolę w tym szkolnym przedstawieniu. Wyglądał na zdziwionego. I zaproponował spotkanie w niedzielę, czyli jutro. Wymigałam się od odpowiedzi. A kiedy wyciągnął papierosa, zmarszczyłam nos i spytałam, czy byłby tak miły i przy mnie nie palił. To wziął i schował go z powrotem do paczki. No byłam w szoku.
 

 
Jakie, pytam, jakie trzeba mieć parszywe szczęście, żeby w ciągu dwóch dni pokazać się dwóm różnym chłopakom w samym staniku? Po wczorajszej sytuacji z Kentinem miałam taki zły humor, że postanowiłam wybrać się na zakupy. W Galerii wpadłam na Dake'a. Starałam się go unikać, ale on oczywiście nie zna słowa nie i wparował mi do przymierzalni, kiedy się przebierałam.
 

 
- No co ty? - spytał i spojrzał niepewnie w stronę drzwi, ale nie wstał z łóżka.
- Mhm, nie chce przyjąć do wiadomości tego, że mam już prawie siedemnaście lat i jest szansa na to, że w przyszłości będę miała chłopaka.
- A będziesz miała? - Kentin odwrócił wzrok od drzwi by na mnie popatrzeć.
Obruszyłam się i puściłam rogi koca, zmieniając pozycję.
- Sugerujesz, że mnie nikt nie zechce? - warknęłam i postanowiłam się ubrać. Czułam, że z odpoczynku nici. Złapałam bluzkę i biustonosz i ruszyłam w stronę łazienki.
- Poczekaj! - Kentin zerwał się z łóżka, podbiegł do mnie, chwycił mnie za nadgarstek i przyciągnął do siebie. Zaskoczona, potknęłam się i oparłam o niego całym ciałem, wypuszczając ubranie z rąk.
A on... chyba poczuł moje piersi na swoim torsie, bo nagle się usztywnił, nic nie powiedział, a tylko przytulił mnie i przygarnął mnie mocniej do siebie. Odetchnął mi na szyję gorącym powietrzem i po prostu tak trwaliśmy, aż nie poczułam jego warg na uchu. O jeny, jeny. Może i nie powinnam, ale oderwałam się od niego, złapałam ciuchy i zamknęłam się w łazience, a gdy z niej wyszłam, jego już nie było.
 

 
Czy dzisiaj wszyscy się zmówili?
Kiedy tylko wyświetlacz telefony przestał wyświetlać połączenie przychodzące, usłyszałam dzwonek do drzwi. Myślałam, że to Titi, więc sądziłam, że mama się nią zajmie, ale usłyszałam kroki na schodach, a potem ciche pukanie do pokoju. Podeszłam do drzwi, a gdy je uchyliłam, okazało się, że to Kentin. A ja w piżamie. I nie, nie w seksownej koszulce. Nie. W wyciągniętym t-shircie i flanelowych portkach. Gdy Kentin zobaczył mnie w piżamie zarumienił się słodko i spuścił wzrok. No niech mu będzie. A przecież wcześniej się nie rumienił! Jak spaliśmy razem w jednym łóżku nie wyglądał na speszonego. Ćpał wtedy, czy jak?
- Hej - mruknął i zatrzymał się w progu.
- No hej, wejdź - odsunęłam się i gestem zachęciłam go, by nie stał na korytarzu.
- Jesteś chora? - spytał, rozglądając się ciekawie po pokoju.
- Nie, skąd to pytanie? - odpowiedziałam, wracając na łóżko. Dla niego zostawiłam krzesło przy biurku.
- No... nie ma jeszcze siedemnastej, a ty już w piżamie i w łóżku? - podtrzymał temat, nadal z zaciekawieniem oglądając wszystko po kolei, aż nie natrafił wzrokiem na leżącego na komodzie misia. Misia, którego mi dał, zanim wyjechał do szkoły wojskowej.
- Nadal go trzymasz? - podszedł do niego i wziął do ręki.
- Jak widzisz... nadal. Nie dostałam od ciebie nic innego, co mogłabym trzymać na widoku. - rzuciłam i złapałam za koc, siadając po turecku i narzuciłam go sobie na plecy i złapałam za rogi, krzyżując je na klatce piersiowej. Byłam bez biustonosza i nie chciałam, by Kentin się zorientował. - A w łóżku jestem, ze względu na zmęczenie, nie chorobę. Mama cię wpuściła? - zmieniłam temat, a Kentin odłożył maskotkę na miejsce i siadł przy mnie na łóżku.
- Mhm... skąd wiesz?
- Bo jakby to był tata, to by mnie zawołał, a nie pozwolił ci wejść na górę. Niestety, plusy i minusy bycia jedynaczką.
 

 
Nie odebrałam. No nie odebrałam. Chyba bym nie wiedziała co powiedzieć. Poza tym... Kas to Kas. Pamiętam nasze pocałunki, nasze pieszczoty. Nie mam na tyle silnej woli by trzymać swoje pragnienia na wodzy, gdy jest w pobliżu. On umie flirtować. A ja bym się widziała z Kentinem. Gdyby tylko Kentin miał w sobie ten ogień, który ma Kastiel. Jeny, jestem porypana.
 

 
Właśnie dostałam smsa od Kastiela.
"Myślę o Tobie. Zrobisz mi jeszcze taki pokaz? :>"
Przewrotnie odpisałam:
"Nigdy nie mów nigdy. Jeśli zasłużysz, ładnie poprosisz to moooooże... "
Taka odważna jestem niestety tylko kiedy piszę.
Kurde. Dzwoni.
 

 
Gdy wróciłam do domu od razu weszłam pod prysznic i przebrałam się w piżamę. Dobrze, że dzisiaj piątek to na spokojnie mogłam się zwinąć w kłębek na łóżku i udawać, że wcale nie rozebrałam się przy Kastielu. Że nie widział moich piersi. Chociaż... z drugiej strony, to chyba nie mam się czego wstydzić. Biustonosz miałam nowy i dobrze dobrany, więc jeśli komuś wypaple, to nie powie niczego złego. Raczej. Grr...! No nie mogę. Jak mogłam odwalić coś tak głupiego?
 

 
Wtopa goni wtopę. Muszę mieć jakiegoś pecha albo coś. Chyba albo coś, bo nie sądzę, żeby pech sięgał aż tak daleko. Ale okay, po kolei.
W klasie biologicznej pojawiły się króliki w klatkach. Jedna z dziewczyn nakręciła akcję, że pewnie będziemy musieli je kroić, tak jak w amerykańskich szkołach kroi się żaby. Tak nie można, bla, bla, bla...
Cała klasa wspólnie podjęła decyzję, że króliki należy uwolnić. No i git. Z tym, że oczywiście, jeden musiał uciec. I oczywiście w sali musiałam być ja z Kastielem. I OCZYWIŚCIE ten głupi królik, gdy już udało mi się go złapać wsunął mi się pod koszulkę. A ja ją z siebie ściągnęłam i rzuciłam w ręce Kastiela. Taaak. Szlag by to.
A Kastiel gdy już wyszedł z pierwszego szoku zbliżył się do mnie, zlustrował mnie wzrokiem i powiedział, że chętnie by mnie oglądał w samym staniku jak najczęściej, a najchętniej to i bez stanika. Wyrwałam mu bluzkę, wcisnęłam królika i uciekłam z klasy. I wpadłam na Kentina. Idealne wyczucie czasu...
 

 
W tej szkole nic nie jest normalne. Dopiero co udało mi się dojść do siebie po tej chorej sytuacji z Debrą, a także po dziwnych akcjach, które miały miejsce na naszym wspólnym wyjeździe z ludźmi z klasy, a już kolejny pomysł wypłynął z poronionej główki dyrektorki. Tym razem padło na szkolne przedstawienie. Na dni otwarte szkoły. W mieście jest jeszcze tylko jedno liceum, więc o uczniów walczyć nie trzeba, ale ona i tak sobie umaniła coś takiego. Ręce i cycki opadają. Najlepsze jest to, że wydelegowała Nataniela i Kentina do tego, by poszli do gimnazjów i przekazali zaproszenia na ten event dyrektorom poszczególnych placówek. Ale ponieważ nie mieli odpowiednich strojów, należało pójść i pomóc im coś wybrać. Koniec świata! Że Kentin nie ma garniaka, jakoś zrozumiem. Ale że Nat...? Poszłam z Rozą pomóc im coś dobrać. Muszę przyznać, że w garniturach cholernie im do twarzy!
 

mycandylove
 
jackpuchacz
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

mycandylove
 
jackpuchacz
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
No i dobra. Skończyło się wolne. Nic co dobre nie trwa wiecznie, a do wakacji jeszcze trochę czasu.
Zdałam sobie sprawę z tego, że w końcu nie powiedziałam Wam, jak skończyła się akcja z Debrą!
Roza wymyśliła podstęp, w wyniku którego Kastiel i pozostali dowiedzieli się dokładnie, jaka jest naprawdę. Roza wymyśliła, żeby przebrać Leo za agenta z wytwórni muzycznej i wyciągnąć z dziewczyny jej prawdziwe motywy postępowania. Kurczę, żebyście widzieli minę Kastiela. Aż mi się smutno zrobiło, bo Kas jest jaki jest, ale nie sądzę, żeby zasłużył na to co go spotkało. Świadomość tego, że jest się dla kogoś tylko odskocznią i metodą, by samej się wybić... to musiało go zaboleć. Gdy na niego wpadłam w korytarzu przy piwnicy, objęłam go by przekazać mu moje wsparcie, ale mnie zbył.

 

 
Widziałam się dzisiaj z Natanielem. Wyglądał na nieźle podminowanego. Myślałam, żeby go zaczepić i zamienić kilka słów, ale wyglądał jakoś tak mizernie, że zwątpiłam.
  • awatar Embry: @gość: Chyba nie do końca zrozumiałam w czym rzecz...
  • awatar Gość: Jesli kochasz, to zostaniesz, a jesli nie kochasz - to idź stad jak najszybciej. Za każdą cenę.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Jakoś nie mogę dogadać się Melanią. Mam wrażenie, że ma bardzo roszczeniową postawę do wszystkiego, szczególnie do Nataniela. Może mi się wydaje, ale ostro przesadza. Nat jest jaki jest, ale to porządny chłopak. Może Wam nie opisywałam wszystkiego, ale dał się poznać jako solidna firma. Umie się przyznać do błędu, nie brnie w zaparte, nie odwraca kota ogonem gdy sytuacja nie idzie po jego myśli... A Melania chciałaby dobrze ułożonego chłopca. A Nataniel... Wyczuwam w nim jakąś tajemnicę, coś co umyka gdy się z nim rozmawia, ale pojawia się, gdy się na niego patrzy, a on nie zdaje sobie z tego sprawy. Ale nie o Natanielu, nie tym razem. Otóż kiedy Melania musiała wracać do domu, zaprosiłam Iris do siebie. Opowiedziałam jej co dokładnie się wydarzyło nad jeziorem, a także podczas tej nocy, gdy spałam z Kentinem w łóżku. Ona zaś opowiedziała mi o tym, co się wydarzyło, gdy mnie zmogło, a Kentin wrócił do ekipy przy ognisku. Ponoć stanął w obronie mojego honoru, gdy Kastiel dał mu do zrozumienia, że mnie i jego coś połączyło. I powiedział to w momencie, gdy nadal trzymał Iris na kolanach! A Kentin przecież wiedział... wiedział ode mnie, że tak właśnie było. Powiedział, że jeszcze jedno słowo, a na ostrzeżeniu się nie skończy. W tym momencie Iris się przesiadła, a Kastiel to słowo wypowiedział. I dostał! Cios Kentina zwalił go z ławki. Ojejciu... Nic już nie rozumiem.